Blog
Zygzaki władzy
Jarosław Flis
Jarosław Flis socjolog UJ, współpracownik "Tygodnika Powszechnego"
96 obserwujących 244 notki 537824 odsłony
Jarosław Flis, 16 stycznia 2016 r.

Oczy jak okręgi

Strach ma wielkie oczy - oczy jak okręgi. Lecz czytając to, co natemat.pl napisało na temat planów PiS w sprawie ordynacji, sam mam oczy jak spodki. Bynajmniej nie ze strachu. Mam nieodparte wrażenie, że autor na oczy nie widział projektu, o którym pisze. Podpiera się skądinąd rozsądnym dr Olgierdem Annusewiczem, ten jednak najwyraźniej mówi o czymś zupełnie innym niż przywoływany w tekście projekt. Całość jest pięknym przykładem tragikomicznej logiki naszej polityki: Jeśli oni coś szykują, to na pewno to nam zaszkodzi - jeśli zaś oni protestują przeciw czemuś, co my szykujemy, to na pewno to nam pomoże. Żadne z tych przypuszczeń nie musi być prawdziwe.

Stary projekt PiS, który jest przywołany w tekście, nie ma sobie żadnego geszefciarskiego potencjału, choćby nawet komuś się to marzyło. To jakaś - niespecjalnie rozsądna w szczegółach - wariacja na temat ordynacji niemieckiej. Gdyby autor tekstu sprawą się zainteresował choćby w minimalnym stopniu, mógłby się dowiedzieć o takich oto cechach tego systemu:

  1. Jest on bardziej proporcjonalny od obecnego, czyli nie dałby w żadnym wypadku takiego bonusu zwycięzcy, jak obecny system. Nie sposób zgadnąć, w jaki sposób mógłby on przyczynić się do sugerowanego przez autora zabezpieczenia PiS przed skutkami spadku poparcia.
  2. System ten jest generalnie odporny na gerrymandering. Całkowicie zaś odporny w polskich realiach. Nawet przy poparciu takim, jak w ostatnich wyborach, PiS w żadnym województwie nie zwyciężałby w większej liczbie okręgów jednomandatowych niż liczba mandatów, które należałyby się mu w proporcjonalnym podziale. Widać to szczególnie wtedy, gdy wygrywałby we wszystkich JOW-ach. Łatwo jest porównać oba systemy na przykładzie województw świętokrzyskiego i podlaskiego, które obecnie nie są dzielone na okręgi. Nawet tam PiS nie dostałby nagrody większej niż teraz.
  3. Zagęszczanie i rozgęszczanie reprezentacji w okręgach (znane jako malapportionment) byłoby może i dla demokracji groźne, jest jednak kilka "ale". Po pierwsze, z rzeczonym projektem nie ma to nic wspólnego. Po drugie, nie wymaga to żadnej poważnej zmiany ordynacji i można to spróbować przepchnąć przy obecnej, załącznikiem do ustawy ignorującym reguły przyznawania mandatów okręgom. Zrobiła to w jakiejś niewielkiej skali koalicja PO-PSL, odpuszczając sobie korektę demograficzną pod pretekstem, że jest za blisko wyborów (w 2011 jakoś nie było). Skutki były odwrotne od zamierzonych - czysto mechanicznie PO straciła 3 mandaty. Najważniejsze jest jednak to, że dopóki nie wprowadzi się czystego FPTP (ordynacji brytyjskiej, którą PiS jeszcze w wakacje odsądzał od czci i wiary) i zachowa podział proporcjonalny, to skala skrzywienia siły głosu musiałaby być naprawdę radykalna, żeby było to choć trochę matematycznie skuteczne. To zaś miałoby uboczne skutki - przy stosowaniu takiego manewru trzeba się liczyć z tym, że niezdecydowani wyborcy z pokrzywdzonych obszarów odwrócą się od inicjatorów takiego triku. To zaś przełoży się na stratę mandatów, bo przecież jakąś część w zdołowanych okręgach też trzeba byłoby zdobyć, gdyby chciało się rządzić. Jak to zwykle bywa z wyborczymi sztuczkami, najbardziej prawdopodobne jest, że się na tym wyjdzie jak Zabłocki na mydle. Na koniec pojawia się ten sam problem, który już tu kiedyś był omawiany przy sprawie FPTP. Jak przekonać 1/3 klubu PiS do zmiany, która pozbawia ich szans na zdobycie mandatu w kolejnych wyborach - czy posłowie z zachodniopomorskiego naprawę uznają, że dodatkowe mandaty na Podkarpaciu dla macierzystej partii są wystarczającym argumentem na rzecz rozglądania się za nową, mniej pewną robotą?

Zilustrowaniem dwóch pierwszych tez jest przeliczenie wyników ostatnich wyborów za pomocą takiego systemu. Wygląda to tak:

2015 SOP województwa

Przy jesiennym wyniku system pozbawia PiS samodzielnej większości - może liczyć tylko na 213 mandatów. To oczywisty efekt opisywanego tu ostatnio mechanizmu generowanego przez metodę d'Hondta. Gdy zmniejsza się liczba okręgów, nagroda dla zwycięzcy spada.

Wszystkim tym, którzy boją się ewentualnej manipulacji lub też takowa im chodzi po głowie, najlepiej zrobiłoby ochłonięcie. Orbanowi udało się podkręcić węgierski system tylko dzięki pewności, że nikt go nie wyprzedzi w wyścigu o największe poparcie. Dlatego, że opozycja jest podzielona na dwie porównywalne siły bardziej odległe od siebie niż od niego. PiS zrobił wiele, by zjednoczyć przeciw sobie wszystkich pozostałych. Organizacyjnie do tego niby daleko, lecz rządząca partia musi się liczyć z tym, że wszystkie ewentualne brudne chwyty, które ktoś by chciał jej podszepnąć, mogą się obrócić przeciw inicjatorom. Tak jak to się stało ze wspominaną tu już ostatnio sprawą blokowania list. Obecna polska ordynacja jest korzystna dla dużych ugrupowań tak bardzo, że trudno byłoby to przebić a jeszcze trudniej takie przebicie byłoby uzasadnić. PiS ma już na koncie szereg rzeczy, które można mu bez wysiłku wytykać. Dodawanie do tego wyciągniętego skądś starego projektu zmian ordynacji jest zupełnie zbędne a przede wszystkim nieadekwatne.

Oczywiście najzabawniejsze jest, że rozwiązanie nieomal identyczne z omawianym w natemat.pl było postulowane przez prezydenta Bronisława Komorowskiego przy okazji zarządzania wrześniowego referendum oraz wielokrotnie zapowiadane przez Donalda Tuska (z wiadomym efektem jeśli chodzi o skuteczność wdrożenia). Oczywiście każda władza powinna być traktowana z podejrzliwością. Nie wątpię, że w obozie rządzącym są tacy, którzy chętnie by zmajstrowali jakiś ordynacyjny geszeft - takich nie brakowało i w obozie poprzedniej władzy. Nic jednak nie wskazuje na to, by w zasięgu możliwości jednych czy drugich było cokolwiek dającego choć cień szansy na skuteczność. O jednym mogę jednak zapewnić czytelników tego bloga. Jeśli pojawi się choćby i luźny projekt, który szkodziłby obecnej równowadze na linii rządzący-opozycja, będę pierwszy bił na alarm. Nie dlatego, żebym się troszczył o taką czy inną partię lub też tej czy owej nie cierpiał. Wierzę, że bo obu stronach barykady nie brakuje osób, którym naprawdę leżą na sercu standardy demokratyczne i nie przymkną oczu na brudną sztuczkę tylko dlatego, że proponuje ją strona, z którą się utożsamiają. Procedury wyborcze to rzecz znacznie ważniejsza niż cała reszta ram, które mają ograniczać władzę. Bo tylko one mogą władzę realnie odebrać. A brak takiego zagrożenia odbiera władzy rozum.

Linki: omawiany artykuł, węgierskie sztuczki z ordynacją, moje podejście do ordynacji.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Po pierwsze - referenda za kadencji Kwaśniewskiego (konstytucja i UE) nie były jego...
  • @JÓZEF KRZEMIENIECKI Ja wielokrotnie pisałem, nie jestem zwolennikiem obecnego systemu. Jednak...
  • @CURIOSITY Pamiętam o tej prośbie i nawet zacząłem już robić kolejne wyliczenia, żeby...

Tagi

Tematy w dziale